Pokazuje: 337 - 342 of 342 WYNIKÓW

Matka – bomba tykająca.

Moja myszka od mojego sony vaio żyje własnym życiem. W ten sposób usunęłam dwa posty – niechcący. A fb mi się intensywnie zacina. Dwa posty ostatnie z tego jeden napisany dzisiaj. O tym, że tykam niczym bomba, bo zbliża mi się okres i ciągle się złoszczę na wszystkich naokoło.

– Dlaczego krzyczysz? – pyta Prezes
– Nie krzyczę. Syczę. Jak wąż – odpowiadam

 

A tu Prezes zrobił Matce swojej, Edkowi i Złomkowi kakao z jajkiem – bo jesteśmy chorzy. W trójkę. Ja chora nie jestem, ale jakaś melisa to by mi się przydała.

O uzależnieniach słów kilka.

Nie, nie moich uzależnieniach, uzależnieniach mojego dziecka.

Był taki moment w mojej karierze bycia matką, kiedy nienawidząc robienia sobie pod górkę, robiłam tak by było mi wygodnie. O ile karmienie butlą się do tego nie zaliczało (trzeba było wyparzać butlę, robić mleko w odpowiedniej temperaturze i inne cuda na kiju) o tyle karmiłam do ponad roku wyłącznie obiadkami i deserkami ze słoiczków. Tak – moje dziecko jadało domowe obiadki, ale tylko u babci. Ja powątpiewałam w swój geniusz kulinarny, a półki w sklepach uginały się od różności, wiec nie czułam wyrzutów sumienia, że moje dziecko je to samo. Na każdy dzień tygodnia miał serwowany inny obiad – inny deserek. I do tego soczek – też kupny.
I o ile butelkę pożegnaliśmy bez żadnego ,,ale”, obiadki w słoiczkach też – o tyle najtrudniej było ze smoczkiem.

(więcej…)

Matka (pani)Kara.

W poniedziałek, po powrocie z pracy słyszę od PT:
– Młody ma mocno spuchniętą kostką i …

O jeny! Spuchniętą kostkę?! Złamał? Zwichnął? Nie ma nogi?!

– … chyba go ugryzł komar, rozdrapał i teraz ma spuchniętą.

Aha. To komar. Zwykły komar. Poświecił PT matce telefonem, żeby było widać tą spuchnięta kostkę, ale nic Matka nie widziała. Rano o 7 rano dostałam od PT sms jak tam Prezesa noga – ale byłam tak zaspana, że wcisnęłam tylko ,,OK” i położyłam się na drugi bok. Dopiero jak mu zakładałam rano skarpetki spojrzałam, przyjrzałam się i …
(nie, nie zadzwoniłam na pogotowie)
… wzięłam telefon i szybko umówiłam Prezesa na popołudniu do pediatry. Kostka spuchnięta, Prezes skarży się, że go boli. Na środku spuchnięcia ciemna plamka wielkości łebka od szpilki. I w tym całym rozgardiaszu jeszcze głos mojej mamy:
– A wiesz, że może go pszczoła użądliła?
– Ale to by nie czuł? Przecież to boli.
– A może to kleszcze jest?
– Co Ty gadasz?! Pokaż.
– Nie, to chyba nie kleszcz. Ale może jakiś pająk?
– Jadowity?!
– A macie tam jakieś pająki jadowite?
– A skąd ja mam wiedzieć jakie mamy pająki, jak ja się pająków boję!

W pracy się denerwowałam. Czekałam aż PT wróci z Prezesem od pediatry i powie mi, co i jak.
Telefon zadzwonił – wreszcie! – odbieram. Słyszę:
– Jachu rozdrapał ugryzienie od komara i wdało mu się zakażenie.

Mdleję. Wody, wody!

– Do szpitala jedziesz?!
– Poco?
– Zakażenie ma!
– Głupia jesteś?! Maść nam zapisał. To nic poważnego.

 

O migrenie słów kilka.

W mojej głowie zamieszkało coś, co usilnie rozpieprza moje życie na kawałki. To coś ktoś nazwał migreną. Przypałętało mi się to cholerstwo w podstawówce i odejść nie chce. A im jestem starsza tym gorzej to znoszę. Lekarz mnie pocieszył, że migrena mi minie jak będę przechodzić menopauzę. Fajne pocieszenia – jeszcze z 30 lat migren.

(więcej…)

Światowy Dzień Wiedzy o Autyzmie

Teoretycznie problem nas nie dotyczy. Nie dotyczy ani mnie, ani mojego dziecka, ani ojca mojego dziecka. Nawet nie znam dziecka z autyzmem. Nie znam w realu. Ale … w wirtualnym świecie ,,poznałam” kilka mam i czegoś się od nich nauczyłam. Kiedy weszłam pierwszy raz na bloga Agnieszki ,mamy dzielnego Franciszka – uznałam, że jest to kolejny blog o wcześniaku. Tym dzielnym, tym, który wywalczył życie. Zaczytałam się i … bęc. Czytałam bloga odwaznej, pewnej siebie kobiety, która zaakceptowała swoje dziecko z autyzmem i wspinając po wyboistych drogach macierzyństwa wytrwale walczy. Byłam i jestem pełna podziwu dla jej heroizmu – i tego w jaki sposób wychowuje dziecko, tego jaką jest matką. Z czystym sumieniem napiszę: – sorry, uzależniłam się od czytania Twojego bloga. 
Jest też mama Oliwiera
I mama Oliwi.
I pewnie wiele innych mam, które borykają się z tym samym problemem. 
A ja? A ja jako potencjalny obserwator i czytelnik jestem pełna podziwu. Chłonę te blogi i notki – i czegoś się też uczę. 
Uczę się akceptacji sytuacji, które stawiają nas pod murem.