Trudna milość.

Pamiętam ten moment.Wszystko co przy nim robiłam było mechaniczne. Wiedziałam, że musi jeść, muszę mu przebrać pieluchę i nosić na rękach. Ale nie było w tym ani krzty miłości. Próbowałam o tym porozmawiać z PT, ale on nie rozumiał. Jak można nie kochać dziecka? Potem minęło. Po jakimś czasie. Zalała mnie fala miłości, która …

Bez strachu.

Chciałabym rodzicielstwa bez strachu. Bez trosk. Bez poczucia bezsilności. Bez badań. Bez diagnoz. Bez lekarzy. Bez poradni. Bez pamiętania tego co było. Że walczył. Że wystarczyła minuta. Może dwie. Że życie jest kruche. Tak kruche jak ciasteczko, które w każdej chwili może w naszych dłoniach rozkruszyć się na milion małych …

52 dni.

Po prawie 5 latach wiem, że dla nich byłam tylko kolejnym odbiegającym od normy przypadkiem. Przecież tak się dzieje. Dzieci umierają, organizm kobiety zawodzi. Dochodzi do poronień, do komplikacji. To normalna kolej rzeczy. Tylko, że ten ,,kolejny przypadek” był dla mnie całym światem. I to była ta różnica.