Pokazuje: 49 - 60 of 85 WYNIKÓW

99!

Do wyznaczonego dnia porodu pozostało … 99 dni! Oznacza to, że za moment wkraczam w trzeci i ostatni trymestr, a zaraz zanim na świecie pojawi się ON. Staś. Wszystko co dzieje się obecnie i w tej ciąży jest dla mnie nowe, nigdy nie spotykane i czuję się prawie tak jak piewródka. Naprawdę można mieć spokojną ciążę? Naprawdę można kompletować w spokoju wyprawkę? Naprawdę można w 24 tygodniu nadal biegać we własnych czterech ścianach? Naaaaprawdę? Naprawdę jedyne dni jakie liczę to te do dnia wyznaczonego porodu?

Ku…rde felek, jestem szczęśliwa.  (więcej…)

Nie chciałabyś być na moim miejscu.

Jestem w ciąży. Każdego dnia – a do porodu (według aplikacji) zostało 150 dni – mam nadzieję (cichą, ale jednak nadzieję), że mój młodszy syn nigdy nie będzie miał w rękach ośmiorniczki i to nie tej ze zdjęcia, którą bawił się jego starszy brat, ale tej która na Intensywnej Terapii Neonatologicznej nieco dodaje kolorów – i ma jedno zastosowanie: imitować pępowinę mamy, by nieświadome wcześniaki nie ciągnęły za rurki, co mogłoby zagrażać ich zdrowiu a nawet życiu. 

(więcej…)

Ciąża po wcześniaku – Kilimandżaro w szpilkach.

Nie, nie, nie – to nawet nie jest szczyt Kilimandżaro w szpilkach, ani nawet Mount Everest na boso i nago. To raczej lot w kosmos bez rakiety, za to z turbopaliwem w tyłku. No tak to jakoś widzę. W sensie, średnio widzę, ale tak to czuję, bo przecież od ponad dwóch miesięcy wiem, że w moim brzuchu jest lokator, co najlepsze – lokator o bliżej niezidentyfikowanej płci, na razie zdrowy jak ryba i ruchliwy jak ten nasz pies, co to zamieszka u nas od soboty. Słowem – jest moc.

(więcej…)

7 lat.

7 długich lat. Tyle właśnie minęło od momentu w którym na świecie pojawił się ON. 10:48. 1450 gramów i całe 40 centymetrów szczęścia. 6 punktów na starcie. Musiał minąć prawie cały miesiąc bym mogła wziąć go na ręce. I 1,5 miesiąca by powitać go w domu. A dzisiaj kończy 7 lat. 7 …

(więcej…)

Zwariuję, misiu.

Po opublikowaniu części pierwszej o TU – o planowaniu ciąży po wcześniaku, a zaraz potem przyznaniu się, że może kiedyś tam (no właśnie,kiedy?) może pojawić się w naszym życiu ktoś czwarty, dostałam tyle słów wsparcia, że nie mogłam ogarnąć skrzynki mejlowej i fejsbukowej przez trzy dni. Ze łzą wzruszenia w oku, zdałam sobie sprawę, że tuż za mną, stoi tłum wierzących w szczęśliwy happy-end ludzi. Część druga miała być inna. Planowałam rozpisać punkt po punkcie lekarzy, których odwiedzam, badania, które robią i których mój portfel powoli nie może udźwignąć. Pojawił się mały problem: na moment się zachwiałam. Dzisiaj o tym jak stałam się pieprzoną hipochondryczką.

(więcej…)

Czasem.

Pamiętam czas, kiedy nie chciałam ich słuchać. Byłam głucha na ich opowieści, ignorowałam ich komentarze, uznawałam je za złe i nieporadne, a wręcz rzekłabym egoistyczne. Rozmyślałam wtedy jak złe życie musi mieć ich dziecko, a one same nie potrafią się cieszyć tym, że jednak te dzieci mają. Mimo wszystko, po prostu mają. Dopiero później zrozumiałam jak bardzo zamknięta byłam na oczywistości i jak bardzo niefortunnie porównywałam ich do nas, choć nie miałam takiego prawa. Nie miałam, bo cóż ja o tym wiedziałam. On chodzi, mówi, słyszy i widzi. Ich dzieci nie robią żadnej z tych czynności. I czasem, kiedy coś w nich pęka mówią o tym, o czym społeczeństwo nie chce słyszeć: „Czasem żałuję, że ratowali za wszelką cenę.”

(więcej…)

TO.

 

Jest lepiej. Minuta ciągnie się w nieskończoność, ale tylko na początku. Mija tydzień, piąty i szósty. Nie ma nic. Ani złudzeń, ani lekcji supermocy. Raz, dwa … trzy. Co jest po „trzy”? Cztery, pięć … Liczymy w nieskończoność, a zegar tyka. Czas leci, łatwiej można zaakceptować rzeczywistość.

(więcej…)