Zwolnij – rzekłam do siebie.
Dzisiejszy wpis jest trochę ku przestrodze. Może nawet nie trochę. Myślę nawet, że przeczytanie go powinno być lekturą obowiązkową każdej świeżo upieczonej mamy, która wzięła na siebie dużo, za dużo i w pewnym momencie już więcej dźwignąć nie mogła. Tak po ludzku – jej organizm nie dał rady. Mój nie dał. Zaczął się po prostu buntować.
Jakiś czas temu wieczorami zaczęłam miewać stany podgorączkowe. Bez innych objawów. Po prostu wchodząc pod prysznic późną nocą zaczęłam mieć dreszcze, miałam wrażenie, że mam temperaturę ponad 40 stopni, podczas gdy termometr ledwie dobijał do 38. W ciągu dnia zapychałam senność kawami, a na placach zabaw prawie przysypiałam. Tylko jak dzieci już spały, ja zamiast iść spać razem z nimi … odpalałam laptopa i pracowałam.
Ustalmy jedną rzecz – poza niesamowitą frajdą jaką posiadam z pisania bloga, jest to również moja praca zarobkowa. A tak naprawdę najwięcej czasu na bloga mam po godzinie 20, kiedy wszyscy są już w łóżka. Wszyscy – oprócz mnie. I męża oczywiście. W ciągu dnia korzystam z iPada, z którego głównie prowadzę calutki fanpage, ponieważ mogę z niego korzystać podczas kp, czy usypiania małego, poza tym wrzucenie postu na MP to kilka sekund roboty. Ale na mejle odpisuję głównie wieczorami, lub wczesnym rankiem i tylko co drugi tydzień, kiedy w domu od rana jest PT. Wtedy też powstają wpisy. Z reguły rozpisane na cały miesiąc, z małymi korektami. Mam też często zawaloną skrzynkę wiadomości prywatnych na fanpage. Więc pracy jest naprawdę … dużo i schodzi mi od tej 19-20 około … 4 czasem nawet 5 godzin.
Schudłam. Mówi mi to każda osoba, która jakiś czas mnie nie widziała i widzę to ja kupując nowe ubrania i to w rozmiarze o którym marzyłam jakieś 2 lata temu, kiedy dużo przytyłam. Nie miałam żadnej cudownej diety – miałam wymagające niemowlę na karku i czasem, po ludzku zapominałam jeść. Przypominałam sobie czasem podczas obiadu, że nie jadłam śniadania, albo późnym popołudniem, że jedyne co dzisiaj przekąsiłam to jabłko. Oczywiście rano pierwsze co robiłam to: kawa, popołudniu: kawa. Ciągle kawa i hektolitry wody. Nie wiem ile człowiek da radę tyle uciągnąć, ale chyba niedługo. Ja długo nie uciągnęłam.
Zaczęłam być strasznie osłabiona i to do tego stopnia, że robiło mi się często zimno, często idąc na spacery z dziećmi z trudem dreptałam nogami, starszy synek musiał trzy razy zadawać mi pytanie, a ja za każdym razem obiecywałam sobie, że dzisiaj, właśnie dzisiaj wcześniej położę się spać. Ale nigdy to nie dochodziło do skutku. Chciałam, ale się nie dało. Co drugi tydzień wstawałam po 6 z wieloma nocnymi pobudkami na pierś, miałam malutko snu, bardzo malutko. I choć jest wiele memów, że sen nie jest potrzebny matkom do życia, to wcale tak nie jest. Sen jest bardzo potrzebny do życia. Pamiętajcie.
Parę dni temu po gorączce nocnej, okropnym bólu głowy szłam z dziećmi do parku. Byłam w długim dresie,bo choć za oknem była piękna pogoda, to tak naprawdę mi było za zimno. Spięłam włosy wsuwkami, założyłam okulary, żeby nie było widać tych podkrążonych oczu, bez mejkapu, bez większego ogarnięcia siebie. Wtedy było mi tak strasznie słabo, że przez chwilę zastanawiałam się, co się stanie jak nagle zemdleję. Przecież ja mojemu starszemu dziecku zapewnię traumę do końca życia. Powiedziałam sama do siebie: „Ja pierdolę, kobieto, weź się za siebie. Przystopuj „. Siedziałam nad stertą dokumentów wieczorem, myśląc o tym, czy te dreszcze są znowu z przemęczenia, wiedziałam wtedy, że nie tylko ja tak mam… Chcialam się po ludzku wyspać. Odpisałam na kilka mejli, zamknęłam laptopa, odciągnęłam pokarm w butelkę, poprosiłam męża: „Ja wiem, że on naprawdę średnio toleruje butelkę, ale proszę nakarm go jak się obudzi, ja potrzebuję dłuższego snu bez przerw niż 2-3 godziny”. Dał radę. Ja zasnęłam, opatulona jak zimą.
Ten wpis nie jest po to by się żalić. To była drogą, którą nieświadoma konsekwencji wybrałam sama i zamierzam tę drogę porzucić, zmienić nieco tryb dnia, dać sobie czas na odpoczynek. Ten wpis powstaje by zdać sobie sprawę, że zmęczenie objawia się różnie, człowiek czasem po ludzku zapomina, że nie jest zaprogramowany na tryb całodobowy bez snu, jedzenia. To co teraz napisałam było strasznie nieodpowiedzialne z mojej strony, ale wtedy jakoś o tym nie myślałam. Ja potrzebuję odpoczynku. Większej ilości snu, normalnego jedzenia o stałych porach. Nie tylko ja tego potrzebuję – przede wszystkim potrzebuję tego moje dzieci.
A w przyszłym tygodniu czekają mnie badania.Dowiem się ile sobie bałaganu narobiłam przez ostatnie … kilka miesięcy.
Nie idź tą samą ścieżką. Ona prowadzi donikąd.
7 comments